Red Faction: Guerrilla

Nasza ocena: 8/10
Wymagania systemowe:
System operacyjny: Windows XP SP 2 lub Windows Vista SP1
Procesor: procesor 3.2 GHz Dual Core
Pamięć RAM: 2GB Pamięć Ram
Karta graficzna: Karta graficzna 256 MB (GeForce 8800 lub lepsza)
Wymagana ilość wolnego miejsca na dysku twardym: 15 GB wolnego miejsca na dysku twardym
Napęd: DVD-ROM
Internet: szerokopasmowe połączenie z internetem
Nie łatwo jest być kolonistą. Praca górnika także nie należy do najprzyjemniejszych czynności, szczególnie ze specjalizacją „materiały wybuchowe”. Lecz naprawdę przekichane mamy wtedy, gdy goszczący nas na obcej planecie brat zostaje zabity, a my sami ledwie unikami śmierci z rąk stróżów prawa. Na szczęście dalej jest już tylko łatwiej. Możemy - z czystym sumieniem i niekłamaną przyjemnością - niszczyć, palić i rabować grupę trzymającą władzę.
Nie brzmi to oryginalnie, prawda? Cóż, fabuła nie jest mocną stroną Red Faction Guerrilla – ot, stanowi miły (czytaj - konieczny) dodatek do tego, co tygryski lubią najbardziej. Czyli złomowania! Dokładnie tak - osią całej rozgrywki jest… zbieranie złomu. Ale nie bójcie się – RF nie stał się nagle symulatorem życia za minimum socjalne. Złom jest jedynie walutą, za która możemy kupić broń, amunicje oraz nowe ulepszenia, a całej tej zabawie w złomiarza towarzyszą wybuchy, rozpadające się budynki, strzelaniny, pościgi i tym podobne sprawy znane z filmów akcji oraz zapowiedzi gry.
Takie przedstawienie problemu wymaga, oczywiście, odpowiedniej oprawy graficzno-architektonicznej. I nie zaskoczę raczej nikogo gdy napiszę, że w RF:G stoi ona na najwyższym poziomie. Osławiony po pierwszej części silnik gry Geo-Mod, który pozwalał na niezwykła (i do dziś rzadko spotykaną) swobodę demolki, teraz opatrzony cyfrą 2, przeszedł znaczny lifting. Nie mówię tutaj tylko o wsparciu najnowszych rozwiązań graficznych czy jeszcze bardziej szczegółowych teksturach – obecnie zrównać z ziemią możemy każdy budynek, mur czy pojazd, który znajduje się w zasięgu materiałów ogólnie zwanych wybuchowymi. A efekty które towarzyszą tak przedstawionej rozbiórce to uczta dla oczu. Odpadające kawałki murów, spadające belki, łamiące się na pół podpory, wylatujące szkło z okien czy wreszcie paro piętrowa budowla składająca się jak domek z kart po naszym wybuchowym podmuchu jest nie tylko pięknym, ale i wielce satysfakcjonującym widokiem. Twórcy, bez dwóch zdań, postarali się i w tym aspekcie nikt nie powinien narzekać.
Jednak nawet najpiękniejsze i monumentalne rozkłady architektury w końcu się znudzą. Co zatem prócz tego oferuje nam gra? Wiemy już, że fabularnie raczej nic nas nie zaskoczy. Kierując postacią Aleca Masona i stosując wszelkie znane partyzanckie sposoby staramy się osłabić, a docelowo całkowicie zniszczyć, organizacje zwaną Earth Defense Force - tą sama która wyzwalała Mars w pierwszej części Red Faction. Jak widać twórcy postanowili skorzystać ze starego prawidła mówiącego, że historia lubi kołem się toczyć, przy okazji spójnie i całkiem sprawnie wiążąc akcje z pierwszą częścią gry. Obecnie to właśnie EDF trzyma w ryzach tą zterraformowaną część Marsa, która przyjdzie nam – dosłownie - zwiedzać, z nieodzownym młotem udarowym pod ręką. I właśnie - ten młot jest zdecydowanym symbolem tej części gry. Jest to jedyna broń, którą zawsze mamy przy sobie - a której skuteczność jest zaskakująco wysoka. Jesteśmy w stanie zniszczyć za jego pomocą praktycznie wszystko, tylko trzeba wiedzieć gdzie uderzać, by wystarczająco osłabić konstrukcje przeznaczoną do rozbiórki. Nie na nim, oczywiście, kończy się lista oddanych nam do dyspozycji narzędzi zniszczenia. Biegać możemy również z ładunkami wybuchowymi (zdalnie odpalanymi, które pełnią także rolę min), karabinami, wyrzutniami rakiet czy nano-snajperką.
W grze mamy do czynienia z klasycznym sandboxem, czyli po naszemu otwartym światem a’la GTA, w którym w ramach wyznaczonego (ale dość sporego) kawałka planety możemy poruszać się całkowicie swobodnie. Twórcy nie wprowadzili tego przypadkiem – chcą w ten sposób sprawić, byśmy mogli poczuć się jak prawdziwi partyzanci. Sami decydujemy w którym miejscu możemy zdobyć najwięcej złomu demolując instalacje EDF, rozsławiając swoje imię i zyskując poparcie wśród cywilów. Jest to o tyle ważne, że im bliżej nam do uwolnienia Marsa z jarzma tyranicznej władzy, tym chętniej zwykli obywatele kolonii wspomogą nas w walce zamiast uciekać w popłochu. Nie jest to może jakaś wielka pomoc, ale na pewno dodaje smaczku całej rozgrywce.
W każdym bądź razie sama kampania jest jakby dobrym, rzemieślniczym "wyrobem" - porządnie wykonana, w która gra się całkiem przyjemnie, chociaż bez niezwykłych emocji. Ot, ubrana w fabułę i parę dobrych rozwiązań wzorowanych na innych grach prezentacja możliwości silnika Geo Mod 2. Tylko nie zrozumcie mnie źle - czas spędzony nad kampania prawie na pewno nie będzie przez Was odczuwany jako czas stracony. Ale nie spodziewajcie się niczego więcej niż parunastu /parudziesięciu (zależnie od cierpliwości do wykonywania misji pobocznych) godzin rozgrywki opartej na niszczeniu z dodatkiem w postaci fabuły i elementów zręcznościowych. A pokusiłbym się nawet o stwierdzenie (a co! wolno mi!), że kampania jest tylko wstępem do prawdziwego ośrodka przyjemności tej produkcji - trybu multiplayer.
To właśnie możliwość utworzenia drużyny złomiarzy i wspólnego wypadu na Marsa z przyjaciółmi sprawia, że grę można śmiało polecić wszystkim fanom dobrej zabawy. Do wyboru mamy kilka trybów, takich jak Deatmatch (Anarchia, również w wersji drużynowej), Capture the Flag, Damage Control, Bagman (czyli jeden gracz zostaje właścicielem paczki, którą reszta zawodników, bądź wroga drużyna, chce za wszelką cenę przejąć) czy Siege (oblężenie - jedna strona atakuje, druga się broni), które już same w sobie zapewniają sporo godzin niezwykle przyjemnej rozgrywki. Ale nie na tych klasycznych już rodzajach walk kończy się sieciowy aspekt Red Faction Guerrilla.
Prawdziwą perełką jest tzw Wrecking Crew (Załoga Złomiarzy), w którym to staramy się wspólnie zniszczyć jak najwięcej „otoczenia” w określonym czasie. By nie było zbyt monotonnie, do tego celu udostępniono nam mnogość rozwiązań. Przykładowo - wybierając „Total Chaos” otrzymujemy 60 sekund i nieograniczoną ilość amunicji (nic, tylko demolować!), natomiast „Escalation” wymaga od nas większej oszczędności - posiadamy limitowaną ilość naboi, za to co parę rund mamy możliwość zwiększenia swojego limitu i wydłużenia otrzymanego czasu. Z kolei w „Barrel Dash” musimy zniszczyć jak najwięcej czerwonych i niebieskich baryłek w przeciągu minuty. I wreszcie tryb „Rampage” wymusza na graczach dokładność - polega on na wyrządzeniu jak największej ilości szkód w przeciągu 3ech minut, przy czym każdy strzał czy użycie przedmiotu z plecaka skraca nasz czas o określoną ilość sekund. Ale na tym nie koniec atrakcji. Każdy z graczy może zostać wyposażony w specjalne "plecaki", które wyposażają naszą postać w rozmaite bronie bądź umiejętności specjalne (taki np „Tremor” wprawia ziemie we wstrząsy sejsmiczne, przy okazji oddając do naszej dyspozycji tyle ładunków wybuchowych, ile tylko zapragniemy).
A jak wisienka na torcie prezentuje się tryb Behemoth, w którym to każdy z graczy kieruje egzoszkieletem (takim rodzajem mecha, który zamiast obwieszenia tonami uzbrojenia służy do wydobywania rudy), którego siła zniszczenia przebija praktycznie wszystko! Przy okazji napiszę, że prócz tego "pojazdu" żadne inne wehikuły nie są dostępne w trybie gry sieciowej - chociaż za to możemy korzystać z jetpacków (plecaki odrzutowe). Czy jest to marne, czy jedna dobre pocieszenie każdy niech oceni sam. Osobiście nie narzekałem, bo i tak model jazdy w FR:G jest bardzo mocno uproszczony. Warto jeszcze dodać, że gracze PC dostają od razu i za darmo ulepszoną wersje Wrecking Crew, tryb Behemoth i dodatkowe przygody w kampanii. Te dodatki dla konsolowców dostępne są tylko w postaci DLC za dodatkową opłatą. Prócz tego oczywiście ulepszona grafika i parę mniejszych dodatków. Ergo - jednak warto było czekać na późniejszą premierę wersji PC, bo przez ten czas panowie z Voilition Inc nie próżnowali :)
Podsumowując - Red Faction Guerrilla to porządna gra akcji, w której co prawda fabuła dość szybko popada w zapomnienie, za to efekty specjalne i emocje towarzyszące grze przez internet na długo goszczą w pamięci gracza. Dodatkowo jeśli marzyła Ci się kiedyś fucha „specjalisty od rozbiórek”, ta gra jest jakby stworzona dla Ciebie!
|
PLUSY
|
MINUSY
|
Nasza ocena: 8/10
Więcej o Red Faction: Guerrilla:
Tagi: red faction
Data publikacji : dn.18 listopada 2009
Data modyfikacji : dn. 18 listopada 2009
Komentarz | + dodaj komentarz |















